Powiem Ci coś zabawnego.

Na początku XXI wieku Rzeczpospolita podpisała umowę z KE na przekazanie grubej kasy jednemu z większych miast w Polsce. Umowa miała załącznik, w którym były obowiązki beneficjenta, w tym m.in. obowiązek sporządzenia raportu końcowego z inwestycji oraz wytyczne do tego raportu. Wytyczne zawierały kilka punktów spisanych na kilku stronach formatu A4.

KE umowy nie zmieniała, nie zmieniała wytycznych, a mimo to powiększyły się one do kilkunastu pozycji spisanych na proporcjonalnie większej liczbie kartek. Do tego doszły wytyczne nigdzie nie zapisane, formułowane na etapie weryfikacji raportu przez kolejne instytucje rządowe. W gruncie rzeczy ostateczna wersja raportu końcowego zawiera znacznie więcej informacji niż żądała i oczekiwała od beneficjenta Komisja Europejska. Uzasadnienie strony rządowej dla tego działania?

Proste.

„Nie wiemy jak KE będzie oceniać raport, to jedna z pierwszych inwestycji tego rodzaju, na wypadek niech beneficjent napisze więcej, niż RP ma w umowie z KE”.

Zaznaczę jeszcze, że raport wg wytycznych samej KE pracownicy beneficjenta byliby w stanie wykonać własnymi siłami, bez pomocy z zewnątrz. Po wtrąceniu się strony rządowej konieczne było zaangażowanie dodatkowego sztabu ludzi. Beneficjent mial jeszcze tyle zdrowego rozsądku, że zlecił to firmie zewnętrznej, a nie zatrudnił tych ludzi u siebie.

Bo zwykle przy projektach instytucji publicznych jest tak: nad jednym pracuje grupa ludzi. To nowy projekt, nie ma więc u beneficjenta ludzi doświadczonych. Beneficjent pracuje tym co ma. Pracownicy zdobywają doświadczenie, mogą pochwalić się wiedzą. Beneficjent zamyka projekt i zabiera się za realizację następnego. Skąd bierze ludzi?

Z ulicy. Albo z przypadku. Nie korzysta z własnych zasobów kadrowych, tylko zbiera od nowa.

Jaki z tego wniosek? Są dwa.

Po pierwsze, administracja raz wpuszczona w ruch, puszcza się dalej sama. Już wybitni znawcy nauki administracji z okresu dwudziestolecia międzywojennego pisali, że administracja publiczna zawsze będzie dążyć do rozrostu kadr. Nie od dziś wiadomo, że przesunięcia kadrowe w administracji są bardzo trudne, nie mówiąc o racjonalizacji struktury zatrudnienia.

Po drugie, w 90% przypadków różnych problemów z przepisami, za te problemy odpowiada urzędnik. Jeżeli nawet nie ten od okienka, to urzędnik z ministerstwa. Bo ustawa ustawą, ale akty wykonawcze wydaje minister, a działa przez urzędników.

Tak czy inaczej, problemy administracji wynikają z niej samej, a nie z czynników niezależnych od czyjejkolwiek woli.

Oczywiście, że są jednostki publiczne, które starają się jak mogą, żeby nie wysysać publicznego grosza akurat na wynagrodzenia. Są decydenci, którzy oglądają publiczny grosz z każdej strony i nie wydają go na kolejnego pracownika, którego tak naprawdę nie potrzebują. Są i tacy, którzy potrafią pozbyć się w cywilizowany sposób niepotrzebnego, a już zatrudnionego pracownika. One jednak nie zmienią zasadniczego obrazu administracji publicznej w Polsce.

> Mamy rozumieć, że te dodatkowe 50mln to odsetki czy na poczet kosztów komornicz

> ych?

Macie rozumieć, że akcje sprzedawane są po określonej cenie, a nie wyłącznie po cenie mającej zaspokoić roszczenia wierzycieli.

a więc sądząc po tym, jak się odzywają do ciebie petenci można wiele wnioskowac o tym, ile „dajesz” tej lokalnej społeczności. Po prostu do ludzi dochodzi powoli, że utrzymują zapasionego buhaja produkującego głównie kał i CO2

Gość portalu: zygmunt napisał(a):

> twoja trywializacja oraz prześmiewczy ton wypowiedzi świadczy jedynie o tym że

> brak Ci argumentów, najprościej jest się obrazić na świat bo nie daje wszystkie

> go co się chce, a jedyne co Ci w życiu wychodzi to narzekanie – naszczęście ni

> e ja muszę z tym żyć

Przecież podał argumenty, nawet całkiem sporo.

Wszyscy chcemy, by nasze laptopy pracowały jak najdłużej na baterii. Problem w tym, że komputerowe akumulatory dość szybko się zużywają. Czy wyjmowanie baterii z laptopa (gdy korzystamy głównie z zasilania sieciowego) przedłuży jej życie? Przeczytaj całą wiadomość na idg.pl


Jak zdobyć błyskawicznie tysiące fanów na Facebooku? Wystarczy wylądować samolotem bez podwozia…. Ostatnio w mediach mówi się tylko o tym – mistrzowsko wykonane awaryjne lądowanie Boeinga 767 na Okęciu z kapitanem Wroną za sterami uczyniło z nieznanego do tej pory pilota medialnego bohatera. Także w internecie. Przeczytaj całą wiadomość na idg.pl


Jak zdobyć błyskawicznie tysiące fanów na Facebooku? Wystarczy wylądować samolotem bez podwozia…. Ostatnio w mediach mówi się tylko o tym – mistrzowsko wykonane awaryjne lądowanie Boeinga 767 na Okęciu z kapitanem Wroną za sterami uczyniło z nieznanego do tej pory pilota medialnego bohatera. Także w internecie. Przeczytaj całą wiadomość na idg.pl


Nie sądzę, żeby PO przetrwała w tym kształcie, w jakim jest dziś, pod przywództwem Donalda Tuska, po przegranych wyborach. Zakładam jej rozpad – powiedział w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” poseł Mariusz Błaszczak, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS.